Blasphemy of Chaos

Stary Świat przesiąknięty jest złem jakie niesie ze sobą wypaczająca moc Chaosu. Ludzkość, choć stara się mu przeciwstawiać pozostaje jednocześnie rasą najbardziej podatną na jego zgubny wpływ. Począwszy od nieprzewidywalnych zachowań, przez mutacje, po świadome wspieranie Mrocznych Potęg, ludzie niweczą to co inne rasy z najwyższym trudem starają się wywalczyć, coraz bardziej przybliżając nieuchronną zagładę. I nikt nie jest w stanie się temu przeciwstawić, można jedynie próbować opóźnić to co nieuniknione i liczyć na to, że ostatecznie Sigmar spojrzy łaskawym okiem na swój lud.

Serce Chaosu

Nikt nie jest odporny na Skazę Chaosu, ofiarą mutacji może paść tak prosty pastuch, jak i bogobojny kapłan. Tak też się stało i w tym wypadku. Vernon był pobożnym sigma rytą żyjącym spokojnie w odludnym klasztorze i nie mógł zrozumieć jak los mógł doświadczyć go w taki sposób. Jedyną, marną zresztą pociechą był fakt, że można ją było łatwo skryć pod ubraniem. Było to jednak coś co wywołało w kapłanie potężny kryzys wiary, zapewne podsycany dodatkowo przez wpływ samej Skazy. To i zakazana wiedza na temat Chaosu, którą zaczął od tamtej pory zbierać przyczyniły się do dalszego rozwoju wydarzeń.

Bohaterowie przybywają do klasztoru na czas by stać się świadkami poruszenia jakie wywołała potworna zbrodnia, której dokonano na tej uświęconej ziemi. Młodemu akolicie brutalnie wycięto serce i pozostawiono martwego na ołtarzu w nawie świątyni. Mówi się, że sami Mroczni Bogowie przybyli by szerzyć zło i splugawienie, niewątpliwie jednak musieli posłużyć się w tym celu rękoma jednego z braci. Ktoś mądry zauważy też, że ludzkie serce jest bardzo potężnym składnikiem wykorzystywanym w różnych rytuałach. Nad klasztorem zawisło widmo zła i tylko BG mają dość siły by mu się przeciwstawić.

Zło które żyje pod słońcem

W centrum zrujnowanego Wolfenburga zalęgła się tajemnicza bestia zrodzona z samego Chaosu. Jej ohydne macki oplotły niszczejące wieżyce świątyni Sigmara więżąc je w miażdżącym uścisku, jak gdyby czekając na odpowiedni moment do ich zburzenia jednym szybkim ruchem. I mimo, że w obecnej chwili stwór zdaje się nikomu nie zagrażać, uchodźcy obozujący pod zrujnowanym miastem co noc z niepokojem spoglądają w odcinające się od smolistego nieba iglice, bojąc się, że bestia w końcu przebudzi się ze swego snu i zacznie szukać czegoś czym mogłaby się pożywić. I wcale nie musiałaby szukać daleko.

Ojciec Pius, jedyny ocalały z ataku kapłan zawsze wpatruje się w ten widok z najwyższą odrazą, dla niego to po prostu ostatnia zniewaga jaką Chaos zesłał na to nieszczęsne miasto i jego mieszkańców. I choć doskonale zdaje sobie sprawę ze swej niemocy w obliczu takiego przeciwnika, nie przestaje się modlić o to by Sigmar zesłał mu jakiś znak, nadzieję na to, że znajdzie się sposób na zniszczenie tego bluźnierstwa. Możliwe, że jego modlitwy wreszcie zostały wysłuchane. W mieście pojawiła się grupa poszukiwaczy przygód. Kto jak nie oni zgodzą się wyruszyć w głąb ruin i zmierzyć się z takim potworem?

Zapomniany bóg

Chaos i jego zepsucie są starsze niż sam świat, a ludzkość była narażona na jego wpływy już od początku swego istnienia. Już wtedy oddawano cześć tajemniczym duchom i demonom. Mimo, że większość z nich odeszła w zapomnienie i nie pozostał po nich nawet ślad, istnieje jednak pewna prastara bezimienna bestia, uwięziona głęboko pośród trzewi ziemi, której kult był praktykowany przez różne barbarzyńskie plemiona na całym świecie. I choć jak inne starożytne kulty, tak i on popadł w zapomnienie, ślady jego obecności przetrwały aż do dziś aby przygotować ludzkość na jego ponowne nadejście.

Ten czas właśnie się zbliża, pojawili się ludzie gromadzący rozrzucone na przestrzeni setek lat świadectwa istnienia zapomnianego boga. Wśród nich znajdują się rytualne księgi skrywające klątwy mające pomóc w jego wskrzeszeniu. BG wplątują się w to zupełnym przypadkiem, gdy pewnego zimowego wieczoru odkryją, że ktoś włamał się do zakazanej części uniwersyteckiej biblioteki kradnąc z niej teksty traktujące o pierwszych dwunastu plemionach, z których później powstało obecne Imperium. To przypadkowe odkrycie wrzuci ich w wir wydarzeń, z którego tylko śmierć będzie mogła ich wyrwać.

Łowca

Łowcy czarownic są ludźmi wielkiej odwagi i niezłomnej siły woli. Twardzi i bezwzględni. Nierzadko trochę szaleni. Muszą tacy być chcąc mierzyć się z Chaosem i niesionym przez niego szaleństwem i zepsuciem. Obdarzeni pełnym immunitetem, w majestacie prawa mogą posłać na stos nawet samych elektorów. To gigantyczna odpowiedzialność, ale oni najlepiej nadają się do tego by dźwigać jej brzemię. Co by się jednak stało gdyby sam łowca, całkiem nieświadomie padł ofiarą podszeptów Mrocznych Bogów? Bezkarnie mordując niewinnych ludzi, u których z jakichś powodów dopatrzył się oznak Chaosu?

W tej konfrontacji BG nie będą startować z dobrych pozycji. To, że ludzie których znają niespodziewanie znaleźli się w centrum uwagi Łowcy czarownic nie może wróżyć nic dobrego. Tym bardziej, że nie chodzi tu tylko o wieśniaków i farmerów, ale i o głowy szlacheckich rodów. To nie jest normalne i BG nie wierzą, że wszyscy ci ludzie mogą mieć cokolwiek wspólnego z Chaosem. Ale nawet gdyby się tym nie przejęli nie mogą zaprzeczyć tej prostej prawdzie, że wkrótce ktoś może zapukać także do ich drzwi, i z pewnością nie będzie to obwoźny sprzedawca amuletów ochronnych. A te mogłyby się teraz przydać.

Świetliki

Lato tego roku jest wyjątkowo upalne, a odczuwalne jest to nawet na oddalonych od wielkich miast farmach. To jednak nie jedyna tajemnicza anomalia, która pojawiła się w tym roku. Kolejną jest znacznie większa liczba świetlików, którą można zaobserwować w okolicach małej reiklandzkiej wioski, rozciągniętej gdzieś nad rzeką i okolonej lasami. Robaczków jest nie tylko więcej niż w poprzednich latach, one zupełnie nie obawiają się ludzi, i stały się dla nich prawdziwym utrapieniem, włażąc w ubrania, jedzenie, a nawet wprost do gardeł, jak gdyby chciały świadomie zadusić mieszkańców.

Najdziwniejsza rzecz stała się jednak, gdy ludzie zdecydowali się ubijać natrętne robactwo. Zgnieciony świetlik eksplodował jasnym białym ogniem dotkliwie parząc nieszczęśnika, który go zabił. Ba, niektóre świetliki z czasem zaczynały wybuchać same z siebie tworząc kolejne małe pożary, które w takim upale mogły być naprawdę katastrofalne w skutkach. Wieśniaków zdjął blady strach, zaczęły się nocne warty przy studniach i szukanie rozwiązania problemu świetlików. Może pomocy mógłby udzielić opiekun miejscowego gaju, kapłan Taala i Rhyi, skryty gdzieś w głębi tutejszych lasów?

SYSTEM: Warhammer, fantasy

GRACZE: dowolni

AUTOR: LostSalem Almanach RPG

Leave a comment