Idealny setting fantasy?

Wiele razy utrzymywałem, że światy fantasy mocno czerpią z Europy czasów Średniowiecza. Poza oczywiście pewnymi społecznymi szczegółami. W weekend doszedłem jednak do wniosku, że w Średniowieczu był taki region  świata, który był bardziej fantasy niż Europa. To Bliski Wschód za czasów wypraw krzyżowych.

 

Takie ”rewolucyjne” wnioski to efekt lektury biografii Jusufa Salah ad-Dina znanego bliżej jako Saladyn. Zapewne większość wyjadaczy, ma tę historię w małym palcu, ale dla mnie była fantastycznym odkryciem. Dlatego jeśli ktoś jeszcze nie czytał, podzielę się kilkoma spostrzeżeniami. A co mi tam…

)
Oczywiście będę upraszczał, więc historycznych ortodoksów upraszam o wyrozumiałość.

 

[sociallocker]

Świat islamu schyłku XII wieku. Na arenę dziejów wkracza pewien Kurd – Saladyn. Razem ze swoim wujem (na czele armii syryjskiej) usiłuje podbić Egipt. Nie jest to jednak atak jednego państwa na drugie – jakby mogło się wydawać, ale wewnętrzna wojna w islamskiej wspólnocie. Promotorem ataku na Egipt jest władca Syrii, wielki zwolennik Świętej Wojny z niewiernymi. Jednocześnie stronnik kalifa Bagdadu. W Egipcie rządzie kalif… Egiptu z dynastii Fatymidów.  Atak Syryjczyków nie jest jednak bezpośrednio wymierzony w kalifa, ale w jego wezyra. Kalif pełnił funkcję podobną do papieża, podczas gdy wezyr dzierżył całość faktycznej władzy wojskowej i administracyjnej. Co ciekawe zresztą tradycją w Egipcie było to, że miejsce zabitego wezyra zajmował… jego zabójca. I w takiej też roli występował Saladyn, gdy został wezyrem Egiptu.

Bliski Wschód był owszem podzielony na państwa muzułmańskie, ale ważniejsze niż granice było poczucie islamskiej wspólnoty. A każde państwo składało się z szeregu lenn, obsadzanych przez osoby aktualnie bliskie sułtanowi/władcy. Stąd też Saladyn nie skupiał się na mordowaniu ludności cywilnej, ale na akcjach wojennych (pomijając tradycyjne zajazdy łupieżcze). Nie było sensu zabijać… swoich przyszłych poddanych. tym bardziej, że mieli oni wolną rękę (jakotako), by czmychnąć z terenów opanowanych przez konkretnego władcę, jeśli nie podobały im się jego postępki (np. dokuczliwe podatki, czy terror). Czmychnąć i szukać szczęścia gdzie indziej – czyli np. z Egiptu przenieść się do Jemenu, na północ Syrii, do Iraku czy na pogranicze z Nubią. Mogli też zamieszkać na ziemiach Franków (krzyżowców. Bo tak.

Ani język ani granice nie były barierą, wszystko odbywało się w ramach jednej wspólnoty, choć była ona wewnętrznie zróżnicowana z uwagi na różne odłamy islamu.

W tym świecie mamy też fantastyczne warunki do rozwoju osobistej kariery – poeci, administratorzy, prawnicy, uczeni – wreszcie najemnicy – swobodnie podróżowali między miastami szukając dla siebie szczęścia. Armie bliskowschodnie składały się też z całej masy wolnych najemnych kompanii, które służyły tym, kto płacić lepiej. I nikogo nie dziwi wędrowny oddział najemników szukających roboty. Czyż nie wymarzone tło dla settingu fantasy?

Oczywiście dochodziło też do spektakularnych wydarzeń, jak podpalenie miasta Al-Fustat w czasie kampanii egipskiej (przez ówczesnego wezyra, którego Saladyn potem zamordował).

Mam też w tym świecie masę intryg, zdrad, morderstw etc. Mamy skomplikowane układy handlowe – Frankowie pobierają cła tranzytowe od karawan jadących z Egiptu do Syrii etc. Mamy też ”szlachetne” działania takie jak niemordowanie jeńców (celem ich późniejszej wymiany na swoich lub okup), ale i mrożące krew w żyłach publiczne egzekucje wykonywane na jeńcach przez… cywilów.

Co i rusz pojawiają się też skrytobójcy – przekazy mówią o zuchwałych atakach asasynów m.in. na samego Saladyna. Zdaje się, że w trakcie jednego z oblężeń (chyba Aleppo) przy namiocie Saladyna (wtedy już sułtana Egiptu, bo kalifowi się zmarło i jego domenę przejął kalif Bagdadu) pojawia się TRZYNASTU asasynów. Rzucają się do ataku. Dochodzi do rzezi. Giną ludzie Saladyna i wszyscy zamachowcy. W obozie niepokój: otóż wróg nie tylko ściągnął Nizarytów (asasynów) z ich górskiej twierdzy, ale także sprawił, że – już w obozie Saladyna – ktoś wyposażył ich w broń.

Historii o atakach asasynów (zwykle udanych) oraz pokojowych pertraktacjach Saladyna z nimi jest sporo.

Jest to świat pełen kontrastów. Z jednej strony historie o ludziach oddanych bogu, z drugiej – opisy orgii seksu i pijaństwa (po obu stronach konfliktu).  Mamy też niezwykle delikatne  zabiegi dyplomatyczne, walkę o ekspansję dynastyczną poszczególnych arabskich rodów i – najważniejsze – ogólnoislamską ideę dżihadu. To świat, gdzie spotykają się i współistnieją kultury islamskie, chrześcijańskie i żydowskie. Gdzie muzułmanie zawierają sojusze z Frankami przeciw swoim przeciwnikom politycznym, gdzie Saladyn musi lawirować między stronnictwami etc.

A najciekawsze, że nie dowiadujemy się tego z niejasnych kronik, ale – przypominam to był XII wiek! – z licznej korespondencji listowej Saladyna i jemu współczesnych.

[/sociallocker]

Enhanced by Zemanta

2 Comments

  1. Świetny, bardzo inspirujący tekst. Dzięki! 🙂

Leave a comment