Zbrojownia Zajceva 3

Kubek z destylatem po raz kolejny powędrował w górę. Kapitan Ben Hustler wlał parzący płyn do gardła, zagryzł kawałkiem wołowiny z puszki i otarł łzy, które napłynęły momentalnie jak tylko alkohol podrażnił przełyk. Rozejrzał się po pomieszczeniu: stare, poobijane łóżko polowe, nadgryziona przez szczury skrzynia po amunicji służąca za szafę, solidna kasa pancerna i kilka fotografii na ścianach, no i siatka maskująca rozciągnięta na suficie – nic nie zmieniło się od kiedy kilka lat temu ponownie odwiedził frontowego kumpla. W prawym kącie pokoju wciąż stała pusta butelka po koniaku który wówczas przyniósł. Rozciągnął się wygodnie na trzeszczącym fotelu biurowym. Gardło przeszło próbę ognia pomyślnie, toteż mógł kontynuować podjęty wątek.

– Właściwie to wiem dosyć niewiele. Zaczęło się miesiąc temu w osadzie Bishops – wleźli w środku nocy, zrobili zamieszanie i uprowadzili kilku ludzi. Potem nieudany atak na podróżnych. Jak doniósł mi świadek, tamci wahali się czy zabijać, czy nie. W końcu przyparci ołowiem rozpierzchli się w ruinach. Na koniec akcja jednego z patroli, który okrążył bandę, która prowadziła kilku związanych ludzi. Nie było już wątpliwości – łowcy niewolników ponownie zawitali na nasze tereny. Prezydent kazał mi wzmocnić patrole wokół naszych enklaw w Nowym Jorku, a sam jednocześnie wysłał emisariuszy do Federacji Appalachów. Chciał dowiedzieć się, czy to przypadkiem któryś z magnatów nie wypuścił swoich psów na nowe tereny. Tamci oczywiście zaprzeczyli, chociaż wśród pojmanych ludzi był syn barona Foxa. Wybrał się gówniarz na safari. Doradca prezydenta uchylił rąbka tajemnicy. Na południu, przy terenach Federacji nagle ni stąd ni zowąd rozpleniły się mutki. Jako że teren stał się mniej atrakcyjny dla łowców niewolników, zaraz musieli szukać nowych możliwości. Możliwe, że magnaci dostali zakaz zapuszczania się w nasze okolice, ale wiadomo jaka tam panuje samowolka. W końcu prezydent Collins się mocno zdenerwował i wysłał kilkudziesięciu chłopa, aby posprzątali. Trochę ucichło, bo żadnych meldunków o atakach nie dostajemy, ale Ci ludzie, którzy uganiają się za tymi gnojami bardzo przydali by się na miejscu. Robi się nieciekawie…

– Więc plotki o tych Pająkach które zabiły kilku ludzi w dzielnicy portowej to prawda?

– Tja. Zaraz musiałem ogrodzić teren i uciszać zbyt rozgadane gęby. Fala paniki nie jest nam teraz potrzebna. Dobrze, że chłopaki w miarę szybko wyłączyli z gry te maszynki, bo mogło być znacznie gorzej. I niestety być może wszystko przed nami. Wczoraj dostałem niepokojący raport: patrol sierżanta Hullka, tego młodego szczyla, co go wysłali na szkolenie do Posterunku, natknął się przed południem na trzy wyraźne ślady w piasku. Młody od razu rozpoznał ten trop. To kolejne pająki – siedziały tam i ładowały się przed akcją. Trop się niestety urwał jak tylko molochowe ścierwo weszło w ruiny. Wszyscy siedzimy jak na szpilkach, czekając na rozwój wypadków. No ale ja powiedziałem co wiedziałem, a teraz twoja kolej. Mówiłeś, że masz świeże informacje.

– Wpadło do mnie wczoraj kilku ludzi, którzy w pierwszym rzucie wrócili do miasta z polowania na łowców niewolników. Mówili, że jest ciężko, bo grupki są rozproszone i trudno cokolwiek zdziałać na tak rozległym terenie. Wzięli się na sposób i zaczęli udawać zwykłych podróżnych, co przyniosło pewne efekty. Jedna z grup wróciła przed dwoma godzinami i kilku chłopaków przywiozło mi pamiątki. Chodź, pokażę ci.

* * *

# Pistolet – Harpun #

Parametry:

Obrażenia: Lekkie
Nabój: Stalowy harpun
Punkty przebicia: 1
Wymagana budowa: 10
Szybkostrzelność: 1
Pojemność magazynka: 1
Dostępność: Znikoma
Cena: 90 Gambli
Reguły specjalne: Niezawodny. Jednostrzałowy. Nieporęczny.
Specjalnie ukształtowany harpun można wyrwać zdając trudny test odporności na ból.

Komentarz Zajceva: To ciekawe maleństwo. Pistoletowy odpowiednik ogromnego pogromcy wielorybów. Przerobiona wersja nie nadaje się do użycia pod wodą gdyż siłę nośną stanowi tutaj ślepy nabój kaliber 9 mm. Długość linki to 30 metrów. Idealny do polowań na niewielkie stworzenia lądowe, ryby lub mniej ostrożne ptaki. Nie zadaje, co prawda, poważnych obrażeń, ale harpun trzyma mocno a wzmacniana linka nie daje się łatwo przeciąć lub przegryźć. Nic dziwnego, że łowcy niewolników upodobali sobie tę broń. Co prawda z kuszy również można miotać harpuny, ale ta konstrukcja jest o wiele bardziej poręczna.

* * *

Chłód nocy przenikał przez każdą szczelinę w ubraniu. Jeden z przyczajonych w ciemności mężczyzn wykopał głęboki dół i już miał zabrać się za krzesanie ognia, aby choć trochę ogrzać zgrabiałe dłonie, gdy od północy podbiegł do nich wysłany na zwiady chłopak.
– Śpią! Straży prawie nie ma. Wszyscy pochowali się w budynkach i rozgrzewają się alkoholem. Możemy zaczynać.
Przywódczyni grupy splunęła i podniosła z ziemi kij bejzbolowy.
– Zaraz rozpalimy sobie dużo większe ognisko. Zaczynamy.
Sprawnie i cicho podbiegli do prowizorycznego ogrodzenia. Wiatr wiał od strony budynków, toteż schowane w budach psy jeszcze ich nie wyczuły. Część ludzi pobiegła dalej trzymając w dłoniach butelki z benzyną. Czekali, przyczajeni w ciemnościach. Dźwięk rozbijanego szkła i jasne języki ognia w budynku po przeciwnej stronie były sygnałem do rozpoczęcia działań. Słychać już było krzyki. Słaby płot szybko poddał się pod kopnięciami bandytów. Wbiegli do pierwszego mieszkania. Z posłania na podłodze zerwał się mężczyzna, ale cios pałką w głowę skutecznie go uspokoił. Schwytana kobieta wyrwała się napastniczce i pobiegła w kierunku drzwi. Jeden z łowców niewolników wyciągnął mały miotacz harpunów, wycelował i nacisnął spust. Wadliwy nabój nie wypalił i stalowy harpun wciąż tkwił na swoim miejscu. Kobieta była już przy drzwiach, gdy te rozwarły się nagle, a stojący w nich mężczyzna rzucił się na uciekinierkę kneblując jej usta dłonią. Pożar objął już połowę drewnianego baraku. Zajęci gaszeniem ludzie nie mogli zauważyć, jak przez wyłom w ogrodzeniu wychodzą napastnicy taszcząc przerzucone przez ramię, związane i zakneblowane ofiary. Wkrótce zniknęli w ciemnościach podążając w kierunku wątłego światła, które nakierować ich miało na ukryte kilkaset metrów dalej samochody. Dwóch mężczyzn, jedna kobieta i dwoje dzieci – łowy były wyjątkowo udane.

* * *

# Włócznia – Paralizator #


Parametry:

Obrażenia: Ogłuszenie ( Cholernie trudny test budowy ) lub lekkie
Nabój: Baterie litowe (Dostępność 20 %)
Punkty przebicia: 1
Wymagana budowa: 12
Dostępność: Znikoma
Cena: 100 Gambli
Reguły specjalne: Nieporęczny

Komentarz Zajceva: Oto paralizator na długim kiju od szczotki. Od biedy możesz tego użyć jak zwykłej włóczni, ale masz, na moje oko, duże szanse, że po takim ataku nie będzie się to nadawało do niczego. Sama konstrukcja i działanie jest tutaj nader ciekawe. Wystarczy przesunąć ten biały przycisk odbezpieczający na obudowie a następnie ugodzić przeciwnika lub zwierze. Bolce wbijają się lekko w ciało, a biegnące po nich przewody posyłają odpowiednią dawkę prądu elektrycznego. Musisz mieć ogromnego farta, aby to wytrzymać. No i jak masz solidną kamizelkę to gościu może Ci skoczyć…no chyba, że trafi w nieosłoniętą nogę. Mechanizm spustowy jest tu prosty: wystarczy że na bolce jest nacisk i od razu powstaje łuk elektryczny. Całkiem fajne urządzonko. Na pewno przydało by się stróżom prawa, ale póki co, częściej spotkasz to w rękach łowców niewolników.

* * *

Terkot starych cylindrów w zdezelowanej ciężarówce wybił się ponad hulający między głazami pustynny wiatr. Z wyrytych w litej skale korytarzy wychyliły się głowy zaciekawionych Indian. Boska Skała, w której jeszcze ich przodkowie zaczęli ryć korytarze i budować domostwa, momentalnie ożyła. Oto z kilkutygodniowej wyprawy wrócił jeden z plemiennych wojowników – Dumny Opos, który przywiózł narzędzia i lekarstwa. Dzięki temu plemię Skalnych Węży będzie mogło powiększyć swoją siedzibę i być może w końcu dokopać się do któregoś z podziemnych źródeł. Oczy wszystkich spoczęły na wysiadającym z zardzewiałego pojazdu mężczyźnie i dziwnej włóczni, jaką wyciągnął. Na tradycyjnym, drewnianym drzewcu zdobionym przez Matkę – żonę plemiennego wodza, tkwiło dziwne rozdwojone ostrze. Śrubki i kabelki przyozdobione już były plemiennymi barwami: strzępami szarego materiału. Kilka dzieciaków otoczyło przybyłego, który natychmiast skierował się w kierunku pomieszczeń Wodza. W połowie drogi zatrzymał go Pustynny Sęp – jego rywal i młodszy brat. Obaj byli pretendentami do objęcia wodzostwa i obaj od zawsze rywalizowali ze sobą wiedząc, że któryś będzie musiał w końcu ustąpić i podporządkować się.
– A cóż to za plugawe ostrze nosisz Oposie – młodzieniec nie potrafił ukryć pogardy dla starszego brata – czyż nasze plemienne groty przestały ci odpowiadać.
– To ostrze kupiłem u białych ludzi. Nic ci do tego. Zjeżdżaj – ostatnie słowa niemal wysyczał zły na to, że brat z niego drwi. Rzucił mu wrogie spojrzenie i chciał ruszyć dalej, ale zatrzymała go wymierzona w niego włócznia.
– Pokażę ci że nasze włócznie są lepsze od tego plugastwa jakie nosisz.
Obaj wojownicy bez zbędnych słów stanęli naprzeciwko siebie. Dumny Opos odblokował urządzenie i wymierzył włócznie w pierś brata.
– Do pierwszego draśnięcia, bachorze. Tak jak nakazuje tradycja.
Wystrzelili ku sobie jak węże. Wąski korytarz utrudniał walkę, ale obaj z niesamowitą zajadłością próbowali zranić siebie nawzajem. Pustynny Sęp pchnął mocno włócznią, lecz jego brat sprawnie uskoczył przed ciosem i unieruchomił broń brata przypierając ją do ciała łokciem. W tej samej chwili jego własny oręż ugodził przeciwnika w nogę. Młodzieniec z przerażeniem na twarzy drgał spazmatycznie, gdy bolce przewodzące wbiły się w jego ciało i pompowały paraliżujące napięcie. Po chwili zwalił się z łoskotem na podłogę. Na końcu korytarza całą scenę obserwował wódz plemienny. Uśmiechnął się pod nosem idąc w kierunku zwycięzcy.

1 Trackbacks & Pingbacks

  1. Zbrojownia Zajceva 2 | Ancient Scroll

Leave a comment